Ponad trzy lata temu oszalałam na punkcie szmaragdowego. Oczywiście ze świecą mogłam szukać czegokolwiek w tym kolorze. (dopiero kolejne sezony przyniosły bum na ten odcień zieleni - w tym temacie okazałam się modową wyrocznią ;) ) A ja tak pragnęłam wówczas zabłysnąć szmaragdowym blaskiem!
Nie była to zwykła zachcianka. Pragnienie to, dojrzewało we mnie przez lata, będąc efektem dwóch silnych zauroczeń.
Zauroczenie pierwsze: jeszcze w podstawówce przeczytałam 'Cień dłuższego ramienia' Haliny Popławskiej. Książka wywarła na mnie ogromne wrażenie. Nie mniej, zaintrygowała mnie postać Klary-dziewczyny o demonicznych czarnych oczach, której 'szczególnie w zielonym było do twarzy'.
Jej obraz, który stworzyłam sobie w głowie wlókł się za mną przez lata, aż natknął się na pewnego rodzaju wizualizację...
Zauroczenie drugie: ...obraz 'Emerald' Alfonsa Muchy. Dla mnie zjawiskowy. To ucieleśnienie tajemnicy, egzotyki i mistyczności. Kwintesencja ukochanego przeze mnie przełomu wieku XIX i XX.
Te konfrontacje literacko-malarskie zaowocowały kilka lat później zrobieniem szmaragdowych kolczyków które, choć brzmi to może zabawnie, są spełnieniem jakiegoś mojego odwiecznego marzenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz